No to zaczynamy...
Witam wszystkich na moim blogu. Na razie anonimowym, gdyż część moich poglądów może okazać się niemodna i niewygodna. Ale... może w przyszłości się ujawnię, o ile wcześniej przenikliwość umysłu nielicznych czytelników nie pozwoli odkryć kim jestem.
Mieszkam w Gałkówku od zawsze. I wkurza mnie, irytuje, denerwuje, konfuduje małość jaką widzę. Zarazem brak ambicji, prawdziwych ambicji. OK. Są inicjatywy pozytywne. Kilka lat temu zawitał tu szerokopasmowy internet w odmianie Wi-Fi. Raz do roku odpustowi towarzyszą Dni Gałkówka. Jest nawet Stowarzyszenie Rozwoju Gałkowa Małego. Jeszcze kilka projektów mógłbym wymienić, czasem projektów dalekich mnie (Koło Gospodyń Gałkowianki) ale na swój sposób istotnych. Ale to wszystko poruszanie się w niskich stanach średnich.
Gałkowianki i Gałkowianie, dokonajmy przełomu!
Aby dokonać przełomu oczywiście należy założyć własną gminę, uciec spod koluszkowskiej macieży. Oczywiście wielu powie, że się nie da - ale da się. O tym jednak w kolejnych wpisach na moim blogu. Tymczasem co warto zrobić, o co walczyć?
Oto kilka pomysłów, projektów jakie wysuwam aby ów nasz Gałkówek się rozwijał.
Współpraca.
1. Integracja biznesu. W Gałkówku (celowo będę używał tej nazwy zamiast Gałków Duży, Gałków Mały - wyjaśnienie czemu - także w kolejnych wpisach) działa co najmniej kilkadziesiąt firm. Sklepy odzieżowe, przemysłowe, fryzjerzy, jest zdaje się solarium, lokale gastronomiczne, liczne firmy odzieżowe, punkty usługowe i nawet agencja modelek. Czemu tego nie wykorzystać?
Czemu 7 km od nas mogła powstać impreza pt. Brzezińskie Dni Mody, na której zaprezentowały się nie tylko marki odzieżowe (które zaprosiły Swoich aktualnych i potencjalnych odbiorców), a u nas taki event nie funkcjonuje? Czemu nie możemy wydać kilku tysięcy kalendarzy z mapą dojazdu do Gałkówka, jakimś efektownym zdjęciem i reklamą działających tu przedsiębiorców?
Stowarzyszenia przedsiębiorców od zawsze były sposobem na wspólne działania. Może warto je podjąć?
2. Cieszę się, że na zajęciach z Koła Gospodyń Wiejskich mozna nauczyć się sztuki układania serwetek, zaś na spotkaniu Zespołu Śpiewaczego Gałkowianki poćwiczyć talent do śpiewu ale... czy nie waro pójść także, nie utrącając głowy tamtym cennym oczywiście inicjatywą, o krok dalej?
Może jakiś Klub Książki? Może rozgrywki koszykówki i siatkówki? Klub brydżowy?
Infrastruktura.
1. Stacja kolejowa. Wiem, wiem, wiem... to teren PKP, to obiekt PKP. Ale czy naprawdę nie ma możliwości dyskusji z tą spółką nt. zagospodarowania tak ślicznie zrewitalizowanego budynku? Np. oddanie piętra na cele usługowe za symboliczne 50 zł miesięcznie przy obowiązku prowadzenia kasy przez 12h na dobę. Jednocześnie warto aby w poczekalni znalazły się ławki, toalety były otwarte. W tej chwili mamy dworzec widmo, z kasą czynną ok. 7 godzin na dobę, zdaje się, że nawet nie przez cały tydzień.
2. Pasek terenu pomiędzy dworcem kolejowym, torami a ul. Dworcową. Dawniej prywatny ogród, w tej chwili pobojowisko. Czy nie można jakoś zagospodarować tego terenu? Zrobić mini-parku, postawić kilku ławeczek? Czy nie lepiej, żeby młodzież siedziała latem tam zamiast stać "na skrzyżowaniu" w Gałkowie Małym?
3. Rynek. Handlarz ormiańskiego pochodzenia rozstawiający Swój majdan przy dębie na skrzyżowaniu Głównej i Dzieci Polskich, Pani sprzedająca jabłka z auta na przeciw sklepu "U Górala" i kilka "stoisk" przy Brzezińskiej i Napoleońskiej. Czy naprawdę tylko na tyle stać kilkutysięczne skupisko ludzi? Czy nie można odnaleźć kawałka terenu, możliwie dobrze skomunikowanego? Choćby tego wymienionego w pkt. 2?
4. Tabliczki z nazwami ulic. Nie raz kurier DHLa czy innej firmy kurierskiej pyta mnie o dojazd. Nie jedna osoba mija ul. Ludową czy Napoleońską nie mając możliwości dostrzeżenia gdzie są. Może jakaś tablica z mapą miejscowości przy dworcu oraz skrzyżowaniach? Ponoć jesteśmy miejscowością także turystyczną zatem gdzie dbałość o turystów? Tak, to koszta. Tak, zaraz ktoś powie, że wandale je zniszczą - a ja odpowiem - to nie róbmy nic, bo wszystko może być zniszczone.
5. Mamy zimę i mamy śnieg na chodnikach. Chodników w Gałkówku łącznie może z 10 km, a przebrnąć przez nie - wyczyn. Wiem, ustawa, przepisy, że każdy "uprząta" kogo siebie. Ale czy nie stać nad na wynajęcie człowieka z ciągniczkiem, odśnieżarką czy łopatą, który za odpowiednie wynagrodzenie się tym zajmie? To aż takie nierealne?
Się rozpisałem... A zatem, czekam na uwagi, komentarze, głosy krytyki czy też aprobaty, podpowiedzi i wszelkie możliwe sugestie. O ile ktoś to w ogóle przeczytał :)